sobota, 9 listopada 2013
Rozdział 30.
Diana zasnęła w objęciach Marco,który był najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Dziewczyna czuła się bezpieczna w jego ramionach. Bardzo podobało jej się to,że przez całą noc, gdy płakała całował ją w czoło i tulił z całej siły. Reus czuł,że w końcu będzie szczęśliwy,że w końcu odzyskuje swoją rodzinę,którą tak bardzo kocha. Okres dwóch lat był dla niego najgorszym czasem w życiu. Tęsknił za Dianą. Tęsknota go wyniszczała,ale był silny. Musiał być, ponieważ był odpowiedzialny za grę w Borussi.
Dziewczyna zaczęła się budzić. Otwierała zmęczone oczy...spojrzała na uśmiechającego się Marco.
-Cześć.-uśmiechnęła się najsmutniejszym uśmiechem, jaki było mu dane oglądać.-Tęskniłam za Twoją obecnością...
-Kocham Cię bardziej niż cały świat. Nawet nie wiesz,jak bardzo szczęśliwy jestem.-wyznał, gładząc jej włosy.-Dlaczego jesteś smutna?
-Jest mi żal, żal mi tych dwóch lat bez Ciebie. I tego,że będę musiała opuścić to miejsce, ten dom. Wszystko miałoby przecież inne.
-Ale jesteśmy razem.-spojrzał jej w oczy.-Wrócisz ze mną do Niemiec. Będzie dobrze.
-Co z Wojtkiem?
-Będziemy go odwiedzać. Obiecuje Ci, kochanie.-pocałował ją.
-Kocham Cię.-wtuliła się w niego.-Jedziemy jutro ,prawda?
-Tak, Kuba ustalił lot o godzinie 11.-powiedział.-Kuba też jest szczęśliwy.
-Agata również, wiesz?
-Wiem.-uśmiechnął się.
-Słuchaj, muszę dzisiaj iść do Wojtka.-oznajmiła.-Muszę iść sama.
-Rozumiem.
-Zostaniesz z Feliksem, proszę.
-Oczywiście, co to za pytanie. Z przyjemnością!
-Świetnie!-ucieszyła się.-Muszę iść jeszcze do pracy, aby się zwolnić ...
-Kotku, podaj mi adres,a ja to załatwię.
-Naprawdę?
-Jasne.
-Dziękuje, kochanie!-musnęła ustami policzka blondyna.-Kocham..
-Ja Ciebie też.-uśmiechnął się.-Idziemy na śniadanie?
-Tak.-wstali z łóżka i powędrowali do kuchni, w której buszowała Agata. Kiedy blondynka ujrzała uśmiechniętą Dianę wraz z Marco, od razu zaczęła wesoło trajkotać o tym jak bardzo się cieszy z ich szczęścia.
Około dwunastej, Diana przeprosiła Agę,Kubę oraz ukochanego i poszła na przystanek,aby dojechać pod dom Wojtka. W mieście nie było korków, więc podróż czerwonym autobusem nie zajęła jej więcej czasu niż 10 minut. Po tym czasie, wysiadła tuż przed domem Szczęsnego. Chwileczkę później stała tuż przed drzwiami jego mieszkania. Zadzwoniła dzwonkiem i poczekała chwilkę.
-Cześć Wojtek.-powiedziała,kiedy drzwi się otworzyły.
-Diana.-przywitał się, lekko kłaniając. Zawsze był dżentelmenem.-Co Cię tutaj sprowadza?-zapytał.
-Wojtek!-rzuciła mu się na szyję, mocno przytulając.-Wojtek, pamiętaj,że zawsze będę Cię kochała...Tylko inną miłością. Jesteś mi bratem, przyjacielem...ale nikim więcej. Przepraszam, Wojtek.
-Diana.-wtulił twarz w jej włosy i zamilkł, chcąc nacieszyć się tą chwilą.-Rozumiem to...
-Nie wiem dlaczego tak się to wszystko potoczyło...ja...naprawdę przepraszam.
-Przestań,młoda.-uśmiechnął się pocieszająco, mając łzy w oczach.
-Zawsze umiesz pocieszyć, Wojtuś.-otarła spływające łzy.-Ale jest jeszcze jedna rzecz...
-Wejdźmy do środka.-poprosił i weszli.
-Wyjeżdżam do Dortmundu, chyba rozumiesz...-zobaczyła jak bramkarz bezsilnie siada na kanapie.-Wojtek...będę Cię odwiedzała z Feliksem. Nigdy o Tobie nie zapomnę.Rozumiesz.-uniosła jego twarz tak,aby patrzył jej w oczy.-Kocham Cię, tylko trochę inaczej niż kocham Marco.
-...-odpowiadała jej cisza.
-Jutro wyjeżdżam, pamiętaj,że niedługo Cię odwiedzę.-uśmiechnęła się delikatnie.-Będę dzwoniła, pisała i zawsze oglądała w telewizorze Twoje mecze. Ach, pamiętaj,że trzymam kciuki!-nie odzywał się. Kątem oka, spoglądał na jej smutne oczy.-Wojtek, do cholery jasnej, odezwij się!
-Przyrzekam,że dałbym, kurwa, wszystko abyś była tutaj ze mną.-wyszeptał.
-Przepraszam.
-Przecież to nic nie da.-wstał.-Chcę abyś była szczęśliwa.
-Kocham Cię.-nieśmiało ucałowała go w policzek.-Nie kochaj mnie, bo to Cię niszczy. Nie zasługuję na miłość, kogoś takiego jak Ty. Jesteś wspaniały.-wpatrywała się prosto w jego oczy,a ten niespodziewanie zatopił swoje usta w jej wargach i poczęli się całować. Pocałunek ten był bardzo namiętny, lecz krótki. Diana oderwała się od niego i stanęła naprzeciw niczym wryta.
-Do zobaczenia, Wojtek.
-Do zobaczenia.-uśmiechnął się blado.
Diana była niesamowicie zaskoczona i ... było jej wstyd tego,że kochając Marco całowała się z Wojtkiem. Postanowiła o tym zapomnieć i szybko wrócić do rzeczywistości i swojego Marco.
----------------
Witam. To już 30 rozdział ;o
Uwazam,ze na kilka/kilkanaście rozdziałów będzie koniec,tejże specyficznej historii.
No nie wiem... jak ten rozdział...Same oceńcie.
Dziękuje za poprzednie komentarze!
Pozdrawiam,Izaa
Zapraszam tutaj : http://nie-oszukasz-swojego-przeznaczenia.blogspot.com/
mój nowy blog, chciałabym znać waszą opinię na temat nowego bloga. Z góry dziękuje!
piątek, 8 listopada 2013
Coś nowego!
Witam serdecznie, kochane!
Chciałabym zaprezentować coś zupełnie nowego z mojej strony. Tym razem chyba nie będzie pociętych krwawych rąk, lub ćpunek. Będzie to zupełnie inne opowiadanie i mam nadzieję,że się choć trochę spodoba.
Czytajcie i podajcie dalej! --------------- > http://nie-oszukasz-swojego-przeznaczenia.blogspot.com/
sobota, 2 listopada 2013
Rozdział 29.
,,Nie umiesz się bronić.
Im większa miłość tym większy chaos.''
***
Powoli czas pobytu przyjaciół z Dortmundu u Diany zbliżał się ku końcowi. Już jutro mięli wrócić do domu. Kuba zabukował bilety, a Agata spędzała ostatni dzień z Dianą na zakupach. W tym czasie Marco, Kuba i Wojtek zajmowali się chorym Feliksem. Jego stan znacznie się poprawił, dlatego też jego mama pozwoliła sobie na mały wypad do galerii handlowej.
Marco czuł się podle. Nie dość,że nie udało mu się odbudować zaufania Diany to już jutro straci syna na kolejne pół roku, bo dopiero wtedy znajdzie czas na przyjazd do Londynu.
Wojtek zaś czuł ulgę,że już niedługo pozbędzie się problemu, czyli Reus'a. Szczęsny mimo tego,że tego nie okazywał zakochał się w Dianie. Kochał też małego Feliego i bał się ich utraty. Kuba jednak nie wiedział co o tym myśleć, dlatego też postanowił porozmawiać z nimi obojga. Bał się o Dianę, bał się,że ktoś ją zrani...
-Możemy porozmawiać?-Błaszczykowski zwrócił się do Szczęsnego. Ten jedynie kiwną potwierdzająco głową i usiadł na kanapie.-Wojtas, wiem,że czujesz coś do Diany. Okej,ale nie możesz wchodzić pomiędzy nią a Marco. Mają razem dziecko, rozumiesz?-mówił spokojnie.
-Wiedziałem,że chodzi Ci dokładnie o to.-uśmiechnął się cynicznie.-Mam spieprzać,bo blondasowi się przypomniało,że ma dziecko.-warczał.-Myślałem,że...jesteśmy przyjaciółmi.
-Wojtas, przecież jesteśmy ! Ale oni się kochają...
-Właśnie widzę.-parsknął.-Okej, mam to gdzieś. Po prostu myślałem,że każdy ma prawo do miłości. Nie, okej... odsunę się. Nic nie znaczę dla niej i dla was.-głos mu się łamał.-Po prostu zniknę.-syknął po czym nerwowo wstał i wybiegł z mieszkania Diany.
-No i kurwa świetnie.-prychnął wkurzony Kuba.
Marco ku swojemu zdziwieniu, po wejściu do salonu nie zastał tam Wojtka, którego od pewnego czasu uważał za swojego wroga.
-Gdzie tamten?-mruknął pytająco.
-Pokłóciliśmy się.-westchnął.
-O co poszło?
-O Was.-syknął.
-Jak to?
-Powiedziałem mu,aby się nie wpieprzał między Was.-rzekł.-Zabolało go.
-Ja pierdziele.-usiadł chowając twarz w dłoniach.-Wszystko się pieprzy. Przeze mnie.
-Przestań.
-Co przestań?! Jakie przestań?! Przecież ja jutro wyjadę, a ona zostanie sama,bo Wojtek się obraził i jest maksymalnie wkurzony.
-Kurwa.-przeklął.
-I co ja mam do cholery zrobić?!
-Nie wiem...po prostu mnie też zaczęło to przerastać.
-Przepraszam stary.-wstał.-Muszę wyjść.-powiedział roztrzęsionym głosem.
-Marco! Gdzie idziesz?!-krzyczał na nim,lecz na marne, ponieważ Reus wybiegł z bloku. Błaszczykowski odpuścił pościgu za nim i usiadł załamany na fotelu przy oknie z widokiem na centrum Londynu. Miał mętlik w głowie. Wszystko co przez tak długi czas było w miarę ułożone i spokojne, teraz zamieniło się w chaos. Chaos,którego nijak nie da się ogarnąć.
***
Dziewczyny powoli zwijały się do domu. Agata zamówiła taksówkę,którą obie podjechały pod blok Diany. Były jak siostry,które właśnie wracają do domu z sobotnich zakupów na które pozwolili rodzice. Cieszyły się z każdego momentu. Były zadowolone.
Weszły do mieszkania, w którym panowała prawie grobowa cisza. Zdziwiona Diana na początku sprawdziła co u Feliksa, a ten słodko spał. Zapalenie płuc chyba tak w prawdzie nie było zapaleniem, gdyż mały po trzech dniach okazywał się być coraz zdrowszy.
-Halo, jest tu ktoś?-zawołała Aga.
-Tak, tak jestem w salonie.-usłyszały głos Kuby.
-Gdzie reszta?-zapytała Diana wchodząc do salonu.
-Nie pytaj.-westchnął.-Przepraszam bardzo,ale chyba przed chwilą zjebałem całą sytuację.-zaśmiał się sarkastycznie.-Tamci dwaj przeze mnie sobie poszli. Ja chyba też spieprzę.-mówił, a jego oczy pełne łez spoglądały na zaskoczone dziewczyny. -Sorry, idę.-walnął pięścią w stół i wyszedł.
-Kuba! Kuba zostań!-krzyknęła Agata i pobiegła za ukochanym. Na szczęście złapała go w korytarzu.-Co Ty wyprawiasz?! Jesteś mężczyzną?! Powiedz o co chodzi! Nie bądź tchórzem!-krzyczała na niego, aby ten przejrzał na oczy.
-Agata! Nie rozumiesz co się dzieje! To wszystko wokół mnie zaczęło świrować. Jeden zakochał się w matce dziecka kolesia,który także ją kocha. Ta z kolei nie wie kogo wybrać i co ?! Wszystko się rozpierdala! Tracę przyjaciół, boję się o Dianę ... -mówił bezradnie.- Agata nie ogarniam! Nie daje rady! -wrócił i usiadł bezsilnie na fotelu.-Diana błagam zadzwoń do Marco,żeby nie zrobił żadnych głupstw.
-Dlaczego miałby zrobić jakieś głupstwo?-zapytała łamiącym się z przejęcia głosem.
-Mówił,że to wszystko jego wina.
-Wszystko, to znaczy?
-To,że Wojtek jest cholernie zły, a Ty nie masz w nim oparcia przez jego błędy z przeszłości.
-Cholera!-oparła się o ścianę.-Gdzie on teraz jest?
-Nie wiem.
-Zadzwonię.-poszła do kuchni.
Agata z Kubą zostali sami w salonie. Blondynka patrzyła na ukochanego troskliwym wzrokiem. Przyglądała się jego oczom, które błagały o spokój. Podeszła do niego i...przytuliła go z całych sił. Pocałowała go w policzek i oparła swoją twarz o jego. Trwali w takim uścisku aż do czasu powrotu Diany.
-I jak?
-Jest w barze na Greenwich.-powiedziała.-Nie wróci, bo pije. Tak powiedział.
-Idź po niego. Tylko Ty go tutaj przyprowadzisz.
-OK.-westchnęła.-Zamawiam taksówkę.-oznajmiła.
Po dziesięciu minutach pod blokiem czekała taksówka. Diana zbiegła ze schodów i wsiadła. Poprosiła o kurs na Greenwich, do lokalu Nirvana. Droga nie zajęła więcej niż dziesięć minut. Czarnowłosa wysiadła przed barem i weszła do środka. Było tam dużo ludzi. Mimo to Diana szybko rozpoznała Reus'a, gdyż ten siedział przy barze i popijał mocne trunki. Wkurzona dziewczyna podeszła do niego i szarpnęła za ramię.
-Co ty odpierdzielasz?-zapytała.
-Nic.-uśmiechnął się.
-Dobrze,więc chodź do domu.-poprosiła spokojnie.
-Nigdzie nie idę.Wszystko jest do bani.
-Nie zachowuj się jak małolat tylko chodź, bo musimy porozmawiać.
-O czym? Od kiedy chcesz ze mną rozmawiać?
-Marco, błagam...
-Wszystko spieprzyłem. Chyba skoczę z mostu. Nic tu po mnie.
-Przestań!-krzyknęła.
-Diana, wszystko zaczęło mnie przerastać. Przeze mnie Wojtek...nie ważne.-prychnął.-Kuba nabawi się przeze mnie nerwicy.
-Tu się zgodzę.-przyznała.-Ale chodź do domu.
-Nie idę!
-Panie Reus, niech pan idzie jak pana kobieta prosi.-wtrącił się barman, który rozpoznał gwiazdę Bundesligi.
-Właśnie jestem tutaj dlatego,że ona nie jest MOJĄ kobietą.-zaśmiał się ironicznie piłkarz.-Wszystko jest takie popieprzone, wie pan?
-Marco przestań, chodź ze mną do domu! Musimy pogadać! Bardzo poważnie! Chodzi o Twojego syna, rozumiesz?!
-Jeżeli tak stawiasz sprawę, to idę.-westchnął i położył na ladzie 100 funtów, nie oczekując reszty. Chwiejnym krokiem wyszedł z lokalu, prowadzony przez Dianę. Do domu wrócili tą samą taksówką, którą Diana dotarła na Greenwich. Reus z ledwością wczołgał się na 2 piętro. W końcu weszli do mieszkania.
-Jesteśmy.-oznajmiła dziewczyna.-Przepraszam Was, kochani,ale chciałabym porozmawiać z Marco sam na sam. Będziemy w mojej sypialni.
-Dobrze.-kiwnęła głową Agata.
Marco usiadł na łóżku. Z ciekawością patrzył na Czarnowłosą,a ta zaczęła mówić.
-Słuchaj, Ty jutro jedziesz... A ja nie chcę,aby Felix nie miał ojca. Chyba sam rozumiesz.
-No tak.
-Nie wiem jak to zabrzmi,ale...idioto ja Cię naprawdę kocham, tylko nie jestem w stanie Ci wybaczyć. Po prostu nie umiem.
-Diano, pamiętasz jak ćpałaś? Jak się mordowałaś? Myślisz,że umiałem Ci wybaczyć? Nie! Ale kochałem Cię całym sercem,więc Twoje błędy wcale się nie liczyły. Miałem je gdzieś. Teraz też Cię kocham. Najmocniej...-powiedział.
-Marco...-wyszeptała.-Kocham Cię...wariacką miłością. Chcę wrócić do Dortmundu. Z Tobą.
-Diana!-objął ją.-Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie..
-----------------------------------------------
Witam. Wiem,że jestem trochę dziwna, bo raz piszę krótkie rozdziały,a raz takie tasiemce. Trudno, prawda?
Mam nadzieję,że nie zawiodłam. Bardzo bym chciała,abyście były zadowolone czytając te wypociny. Bo to wszystko co mam.
Im większa miłość tym większy chaos.''
,,Nieodwzajemniona miłość,
ten rodzaj czekania, kiedy czekasz na coś,
co nigdy nie nadejdzie.''
ten rodzaj czekania, kiedy czekasz na coś,
co nigdy nie nadejdzie.''
***
Powoli czas pobytu przyjaciół z Dortmundu u Diany zbliżał się ku końcowi. Już jutro mięli wrócić do domu. Kuba zabukował bilety, a Agata spędzała ostatni dzień z Dianą na zakupach. W tym czasie Marco, Kuba i Wojtek zajmowali się chorym Feliksem. Jego stan znacznie się poprawił, dlatego też jego mama pozwoliła sobie na mały wypad do galerii handlowej.
Marco czuł się podle. Nie dość,że nie udało mu się odbudować zaufania Diany to już jutro straci syna na kolejne pół roku, bo dopiero wtedy znajdzie czas na przyjazd do Londynu.
Wojtek zaś czuł ulgę,że już niedługo pozbędzie się problemu, czyli Reus'a. Szczęsny mimo tego,że tego nie okazywał zakochał się w Dianie. Kochał też małego Feliego i bał się ich utraty. Kuba jednak nie wiedział co o tym myśleć, dlatego też postanowił porozmawiać z nimi obojga. Bał się o Dianę, bał się,że ktoś ją zrani...
-Możemy porozmawiać?-Błaszczykowski zwrócił się do Szczęsnego. Ten jedynie kiwną potwierdzająco głową i usiadł na kanapie.-Wojtas, wiem,że czujesz coś do Diany. Okej,ale nie możesz wchodzić pomiędzy nią a Marco. Mają razem dziecko, rozumiesz?-mówił spokojnie.
-Wiedziałem,że chodzi Ci dokładnie o to.-uśmiechnął się cynicznie.-Mam spieprzać,bo blondasowi się przypomniało,że ma dziecko.-warczał.-Myślałem,że...jesteśmy przyjaciółmi.
-Wojtas, przecież jesteśmy ! Ale oni się kochają...
-Właśnie widzę.-parsknął.-Okej, mam to gdzieś. Po prostu myślałem,że każdy ma prawo do miłości. Nie, okej... odsunę się. Nic nie znaczę dla niej i dla was.-głos mu się łamał.-Po prostu zniknę.-syknął po czym nerwowo wstał i wybiegł z mieszkania Diany.
-No i kurwa świetnie.-prychnął wkurzony Kuba.
Marco ku swojemu zdziwieniu, po wejściu do salonu nie zastał tam Wojtka, którego od pewnego czasu uważał za swojego wroga.
-Gdzie tamten?-mruknął pytająco.
-Pokłóciliśmy się.-westchnął.
-O co poszło?
-O Was.-syknął.
-Jak to?
-Powiedziałem mu,aby się nie wpieprzał między Was.-rzekł.-Zabolało go.
-Ja pierdziele.-usiadł chowając twarz w dłoniach.-Wszystko się pieprzy. Przeze mnie.
-Przestań.
-Co przestań?! Jakie przestań?! Przecież ja jutro wyjadę, a ona zostanie sama,bo Wojtek się obraził i jest maksymalnie wkurzony.
-Kurwa.-przeklął.
-I co ja mam do cholery zrobić?!
-Nie wiem...po prostu mnie też zaczęło to przerastać.
-Przepraszam stary.-wstał.-Muszę wyjść.-powiedział roztrzęsionym głosem.
-Marco! Gdzie idziesz?!-krzyczał na nim,lecz na marne, ponieważ Reus wybiegł z bloku. Błaszczykowski odpuścił pościgu za nim i usiadł załamany na fotelu przy oknie z widokiem na centrum Londynu. Miał mętlik w głowie. Wszystko co przez tak długi czas było w miarę ułożone i spokojne, teraz zamieniło się w chaos. Chaos,którego nijak nie da się ogarnąć.
***
Dziewczyny powoli zwijały się do domu. Agata zamówiła taksówkę,którą obie podjechały pod blok Diany. Były jak siostry,które właśnie wracają do domu z sobotnich zakupów na które pozwolili rodzice. Cieszyły się z każdego momentu. Były zadowolone.
Weszły do mieszkania, w którym panowała prawie grobowa cisza. Zdziwiona Diana na początku sprawdziła co u Feliksa, a ten słodko spał. Zapalenie płuc chyba tak w prawdzie nie było zapaleniem, gdyż mały po trzech dniach okazywał się być coraz zdrowszy.
-Halo, jest tu ktoś?-zawołała Aga.
-Tak, tak jestem w salonie.-usłyszały głos Kuby.
-Gdzie reszta?-zapytała Diana wchodząc do salonu.
-Nie pytaj.-westchnął.-Przepraszam bardzo,ale chyba przed chwilą zjebałem całą sytuację.-zaśmiał się sarkastycznie.-Tamci dwaj przeze mnie sobie poszli. Ja chyba też spieprzę.-mówił, a jego oczy pełne łez spoglądały na zaskoczone dziewczyny. -Sorry, idę.-walnął pięścią w stół i wyszedł.
-Kuba! Kuba zostań!-krzyknęła Agata i pobiegła za ukochanym. Na szczęście złapała go w korytarzu.-Co Ty wyprawiasz?! Jesteś mężczyzną?! Powiedz o co chodzi! Nie bądź tchórzem!-krzyczała na niego, aby ten przejrzał na oczy.
-Agata! Nie rozumiesz co się dzieje! To wszystko wokół mnie zaczęło świrować. Jeden zakochał się w matce dziecka kolesia,który także ją kocha. Ta z kolei nie wie kogo wybrać i co ?! Wszystko się rozpierdala! Tracę przyjaciół, boję się o Dianę ... -mówił bezradnie.- Agata nie ogarniam! Nie daje rady! -wrócił i usiadł bezsilnie na fotelu.-Diana błagam zadzwoń do Marco,żeby nie zrobił żadnych głupstw.
-Dlaczego miałby zrobić jakieś głupstwo?-zapytała łamiącym się z przejęcia głosem.
-Mówił,że to wszystko jego wina.
-Wszystko, to znaczy?
-To,że Wojtek jest cholernie zły, a Ty nie masz w nim oparcia przez jego błędy z przeszłości.
-Cholera!-oparła się o ścianę.-Gdzie on teraz jest?
-Nie wiem.
-Zadzwonię.-poszła do kuchni.
Agata z Kubą zostali sami w salonie. Blondynka patrzyła na ukochanego troskliwym wzrokiem. Przyglądała się jego oczom, które błagały o spokój. Podeszła do niego i...przytuliła go z całych sił. Pocałowała go w policzek i oparła swoją twarz o jego. Trwali w takim uścisku aż do czasu powrotu Diany.
-I jak?
-Jest w barze na Greenwich.-powiedziała.-Nie wróci, bo pije. Tak powiedział.
-Idź po niego. Tylko Ty go tutaj przyprowadzisz.
-OK.-westchnęła.-Zamawiam taksówkę.-oznajmiła.
Po dziesięciu minutach pod blokiem czekała taksówka. Diana zbiegła ze schodów i wsiadła. Poprosiła o kurs na Greenwich, do lokalu Nirvana. Droga nie zajęła więcej niż dziesięć minut. Czarnowłosa wysiadła przed barem i weszła do środka. Było tam dużo ludzi. Mimo to Diana szybko rozpoznała Reus'a, gdyż ten siedział przy barze i popijał mocne trunki. Wkurzona dziewczyna podeszła do niego i szarpnęła za ramię.
-Co ty odpierdzielasz?-zapytała.
-Nic.-uśmiechnął się.
-Dobrze,więc chodź do domu.-poprosiła spokojnie.
-Nigdzie nie idę.Wszystko jest do bani.
-Nie zachowuj się jak małolat tylko chodź, bo musimy porozmawiać.
-O czym? Od kiedy chcesz ze mną rozmawiać?
-Marco, błagam...
-Wszystko spieprzyłem. Chyba skoczę z mostu. Nic tu po mnie.
-Przestań!-krzyknęła.
-Diana, wszystko zaczęło mnie przerastać. Przeze mnie Wojtek...nie ważne.-prychnął.-Kuba nabawi się przeze mnie nerwicy.
-Tu się zgodzę.-przyznała.-Ale chodź do domu.
-Nie idę!
-Panie Reus, niech pan idzie jak pana kobieta prosi.-wtrącił się barman, który rozpoznał gwiazdę Bundesligi.
-Właśnie jestem tutaj dlatego,że ona nie jest MOJĄ kobietą.-zaśmiał się ironicznie piłkarz.-Wszystko jest takie popieprzone, wie pan?
-Marco przestań, chodź ze mną do domu! Musimy pogadać! Bardzo poważnie! Chodzi o Twojego syna, rozumiesz?!
-Jeżeli tak stawiasz sprawę, to idę.-westchnął i położył na ladzie 100 funtów, nie oczekując reszty. Chwiejnym krokiem wyszedł z lokalu, prowadzony przez Dianę. Do domu wrócili tą samą taksówką, którą Diana dotarła na Greenwich. Reus z ledwością wczołgał się na 2 piętro. W końcu weszli do mieszkania.
-Jesteśmy.-oznajmiła dziewczyna.-Przepraszam Was, kochani,ale chciałabym porozmawiać z Marco sam na sam. Będziemy w mojej sypialni.
-Dobrze.-kiwnęła głową Agata.
Marco usiadł na łóżku. Z ciekawością patrzył na Czarnowłosą,a ta zaczęła mówić.
-Słuchaj, Ty jutro jedziesz... A ja nie chcę,aby Felix nie miał ojca. Chyba sam rozumiesz.
-No tak.
-Nie wiem jak to zabrzmi,ale...idioto ja Cię naprawdę kocham, tylko nie jestem w stanie Ci wybaczyć. Po prostu nie umiem.
-Diano, pamiętasz jak ćpałaś? Jak się mordowałaś? Myślisz,że umiałem Ci wybaczyć? Nie! Ale kochałem Cię całym sercem,więc Twoje błędy wcale się nie liczyły. Miałem je gdzieś. Teraz też Cię kocham. Najmocniej...-powiedział.
-Marco...-wyszeptała.-Kocham Cię...wariacką miłością. Chcę wrócić do Dortmundu. Z Tobą.
-Diana!-objął ją.-Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie..
-----------------------------------------------
Witam. Wiem,że jestem trochę dziwna, bo raz piszę krótkie rozdziały,a raz takie tasiemce. Trudno, prawda?
Mam nadzieję,że nie zawiodłam. Bardzo bym chciała,abyście były zadowolone czytając te wypociny. Bo to wszystko co mam.
Ja Was bardzo, bardzo,bardzo szanuję i chciałabym,abyście mnie również szanowały. Czuję się źle,kiedy otrzymuje komentarz pod rozdziałem następującej treści '' http:// (jakiś blog). blogspot.com ''. To mnie irytuje, bo ja spędzam godziny pisząc to , a niektóre osoby całkowicie olewają to co robię. OK, reklamujcie swoje blogi,nowe rozdziały nie mam nic przeciwko,ale róbcie to w bardziej...hmm inny sposób, bo mi przykro...
Dobra, nie będę tu cisnąć swoich wywodów, bo nie o to chodzi. Dziękuje za komentarze.
Pozdrawiam ,Izaa
DZIĘKUJE!!!
Dobra, nie będę tu cisnąć swoich wywodów, bo nie o to chodzi. Dziękuje za komentarze.
Pozdrawiam ,Izaa
DZIĘKUJE!!!
piątek, 1 listopada 2013
Rozdział 28.
Przyjaciele Diany spędzali u niej już trzeci dzień. Wojtek chętnie odwiedzał i spędzał z nimi czas. Nie wiedzieć czemu Szczęsny nie czuł się zbyt dobrze w towarzystwie Reus'a. Nie lubił gdy ten za bardzo starał się o względy Czarnowłosej. Przez ten czas bramkarz bardzo związał się z Dianą i czuł złość,kiedy była kokietowana przez innych mężczyzn, a szczególnie przez Marco. Czyżby się zakochał?
Z samego rana Diana podreptała do ukochanego Feliksa. Dbała o niego bardziej niż o siebie,ale dzięki temu czuła się potrzebna. Młoda matka już na korytarzu usłyszała płacz dziecka. Prosiła w myślach,aby chłopiec nie był chory. Kiedy go zobaczyła, pierwsze co rzuciło jej się w oczy to rozpalona twarzyczka. Najwidoczniej miał gorączkę,co bardzo zaniepokoiło Dianę.Mały cicho pokasływał. Niespokojnie zaczęła kręcić się po pokoiku w celu znalezienia jak najlepszego rozwiązania. W końcu zdecydowała,ze musi jak najszybciej jechać z małym do lekarza. Pobiegła do pokoju w którym spał Marco i Wojtek,który się zasiedział i został na noc.
-Wojtek, błagam, obudź się!-zaczęła nerwowo potrząsać mężczyzną.
-No co tam?-wymamrotał przez sen.
-Mały jest chory!-uniosła głos.-Musisz zawieźć nas do lekarza...
-O cholera! Już jedziemy!-krzyknął, przez co obudził Reus'a. Ten błyskawicznie wstał z łóżka.Powoli zaczął kojarzyć fakty i zorientował się,że chodzi o jego syna.
-Ja pojadę !
-Ty śpij! Wojtek pojedzie.-powiedziała, po czym wyszła z pokoju,aby przygotować dziecko i siebie to wizyty u lekarza.
-Ale tu chodzi o mojego syna...
-Nie no Reus, nie rozśmieszaj mnie.-prychnął Szczęsny.
-O co Ci chodzi?
-O nic. Siądź sobie i się nie awanturuj!
-Ja jadę,a Ty Szczęsny zostań w domu.
-Pieprz się!
-Chłopaki jesteśmy gotowi, możemy jechać!-rzekła nerwowo Diana. Reus i Szczęsny popatrzyli na siebie wzrokiem pełnym złości. W milczeniu, oboje opuścili mieszkanie. Diana jeszcze nigdy nie widziała tak bardzo zagniewanego Wojtka. Postanowiła to jednak zignorować,gdyż zdrowie Feliksa było ważniejsze od fochów jej przyjaciela.
Marco zaparkował samochód tuż pod ośrodkiem zdrowia, do którego po chwili udała się Diana ,a za nią kierowca i obrażony towarzysz. Młoda matka zarejestrowała Feliksa i odebrała jego kartę zdrowia po czym udała się do doktora Edwardsa . Mężczyźni zostali na poczekalni, wciąż wymieniając się wściekłymi spojrzeniami.
-Możesz mi powiedzieć o co Ci chodzi?!-warknął po chwili Reus.
-Lepiej powiedz o co chodzi Tobie! Zjawiasz się znikąd i odpierdalasz teatrzyk!-odszczeknął się bramkarz..
-Przestań prawić mi te swoje morały, okej? Ja wiem, co jest dla mnie dobre.
-Dobrze,ale odpierdziel się od nas!
-Nas?
-Ode mnie i Diany!
-Nic Cię z nią nie łączy! Co, zakochałeś się ?!-parsknął, bezczelnym śmiechem Marco.
-Zamknij się! Przez te półtora roku, to ja byłem ojcem dla Feliksa. Opiekowałem się Nią i małym, a teraz Ty chcesz mi ich zabrać ?! Nie pozwolę Ci, spieprzyć tego wszystkiego...
-Ja chcę tylko naprawić to wszystko...
-Myślisz,że ona Ci to wybaczy?! Wiesz ole łez wypłakała w moją koszulkę przez Ciebie?
-Wiem.-spuścił wzrok.-Wojtek, ja ją kocham. Dziękuje Ci za wszystko...ale zrozum...
-Dobra, zamknij się.-syknął Polak.-Patrz, Diana wychodzi z gabinetu.-Faktycznie, Diana z nosidełkiem wyszła z gabinetu lekarskiego z receptą.
-I jak ? Co z nim ?-blondyn zaczął dopytywać Czarnowłosą.
-Zapalenie płuc..-westchnęła smutno.-Mam całą listę leków...
-Oby wszystko było dobrze...
-Będzie.-uśmiechnął się pokrzepiająco Reus i wszyscy opuścili przychodnie.
--------------------------------------------------
Krótko.
Przepraszam.
Oceńcie same.
Pozdrawiam,Izaa
Z samego rana Diana podreptała do ukochanego Feliksa. Dbała o niego bardziej niż o siebie,ale dzięki temu czuła się potrzebna. Młoda matka już na korytarzu usłyszała płacz dziecka. Prosiła w myślach,aby chłopiec nie był chory. Kiedy go zobaczyła, pierwsze co rzuciło jej się w oczy to rozpalona twarzyczka. Najwidoczniej miał gorączkę,co bardzo zaniepokoiło Dianę.Mały cicho pokasływał. Niespokojnie zaczęła kręcić się po pokoiku w celu znalezienia jak najlepszego rozwiązania. W końcu zdecydowała,ze musi jak najszybciej jechać z małym do lekarza. Pobiegła do pokoju w którym spał Marco i Wojtek,który się zasiedział i został na noc.
-Wojtek, błagam, obudź się!-zaczęła nerwowo potrząsać mężczyzną.
-No co tam?-wymamrotał przez sen.
-Mały jest chory!-uniosła głos.-Musisz zawieźć nas do lekarza...
-O cholera! Już jedziemy!-krzyknął, przez co obudził Reus'a. Ten błyskawicznie wstał z łóżka.Powoli zaczął kojarzyć fakty i zorientował się,że chodzi o jego syna.
-Ja pojadę !
-Ty śpij! Wojtek pojedzie.-powiedziała, po czym wyszła z pokoju,aby przygotować dziecko i siebie to wizyty u lekarza.
-Ale tu chodzi o mojego syna...
-Nie no Reus, nie rozśmieszaj mnie.-prychnął Szczęsny.
-O co Ci chodzi?
-O nic. Siądź sobie i się nie awanturuj!
-Ja jadę,a Ty Szczęsny zostań w domu.
-Pieprz się!
-Chłopaki jesteśmy gotowi, możemy jechać!-rzekła nerwowo Diana. Reus i Szczęsny popatrzyli na siebie wzrokiem pełnym złości. W milczeniu, oboje opuścili mieszkanie. Diana jeszcze nigdy nie widziała tak bardzo zagniewanego Wojtka. Postanowiła to jednak zignorować,gdyż zdrowie Feliksa było ważniejsze od fochów jej przyjaciela.
Marco zaparkował samochód tuż pod ośrodkiem zdrowia, do którego po chwili udała się Diana ,a za nią kierowca i obrażony towarzysz. Młoda matka zarejestrowała Feliksa i odebrała jego kartę zdrowia po czym udała się do doktora Edwardsa . Mężczyźni zostali na poczekalni, wciąż wymieniając się wściekłymi spojrzeniami.
-Możesz mi powiedzieć o co Ci chodzi?!-warknął po chwili Reus.
-Lepiej powiedz o co chodzi Tobie! Zjawiasz się znikąd i odpierdalasz teatrzyk!-odszczeknął się bramkarz..
-Przestań prawić mi te swoje morały, okej? Ja wiem, co jest dla mnie dobre.
-Dobrze,ale odpierdziel się od nas!
-Nas?
-Ode mnie i Diany!
-Nic Cię z nią nie łączy! Co, zakochałeś się ?!-parsknął, bezczelnym śmiechem Marco.
-Zamknij się! Przez te półtora roku, to ja byłem ojcem dla Feliksa. Opiekowałem się Nią i małym, a teraz Ty chcesz mi ich zabrać ?! Nie pozwolę Ci, spieprzyć tego wszystkiego...
-Ja chcę tylko naprawić to wszystko...
-Myślisz,że ona Ci to wybaczy?! Wiesz ole łez wypłakała w moją koszulkę przez Ciebie?
-Wiem.-spuścił wzrok.-Wojtek, ja ją kocham. Dziękuje Ci za wszystko...ale zrozum...
-Dobra, zamknij się.-syknął Polak.-Patrz, Diana wychodzi z gabinetu.-Faktycznie, Diana z nosidełkiem wyszła z gabinetu lekarskiego z receptą.
-I jak ? Co z nim ?-blondyn zaczął dopytywać Czarnowłosą.
-Zapalenie płuc..-westchnęła smutno.-Mam całą listę leków...
-Oby wszystko było dobrze...
-Będzie.-uśmiechnął się pokrzepiająco Reus i wszyscy opuścili przychodnie.
--------------------------------------------------
Krótko.
Przepraszam.
Oceńcie same.
Pozdrawiam,Izaa
piątek, 18 października 2013
Rozdział 27.
''Nie wiem, czy zaczynam żyć,czy przestaje umierać.''
Nastał ranek. Diana podniosła się z łóżka. Miała podpuchnięte oczy. Dziwnym było,że twarz jej była jeszcze mokra od łez. Z ledwością podniosła ciężkie powieki i rozejrzała się po sypialni. Nie zauważyła nic ,,ciekawego'' dlatego podniosła się z łóżka i podreptała po ubrania. W między czasie wytarła łzy chusteczką higieniczną. Była taka słaba, czuła to. Przed pójściem pod prysznic dziewczyna poszła do pokoju swojego synka,aby sprawdzić czy śpi. Kiedy uchyliła drzwi ujrzała widok,który ją rozczulił,choć na początku zdenerwował. Zobaczyła Marco, śpiącego na podłodze,opartego o łóżeczko syna. Na początek, chciała go rozszarpać i wywalić z mieszkania,ale później,gdy przyjrzała się ,,zjawisku'' zrobiło jej się żal tego,że Marco musi spać na niewygodnej podłodze. Cichutko podeszła do blondyna i zaczęła nim delikatnie potrząsać,aby się przebudził,lecz nie rozbudził,bo nie miała ochoty z nim rozmawiać.
-Wstań...obudź się...-szeptała, lekko go szarpiąc; przy tym poczuła jego boskie perfumy, przez które mimowolnie dostawała gęsiej skórki.
-Boże, po co...chcę spać...-mamrotał pod nosem.
-Oj, Marco!-westchnęła.-Szybko!
-Dianka?-mruknął z nadzieją.
-Tak, chodź Marco. Położysz się w moim łóżku, dośpisz.
-Coś Ty taka miła?
-Nie pogrążaj się!-warknęła. Reus wstał i podążył za Dianą do jej sypialni. Dziewczyna wskazała mu łóżko na którym miał się położyć,a sama wyszła. Pokierowała się do kuchni, w której zaczęła robić śniadanie.Gotowe kanapki i sałatki wraz z omletami postawiła na stole w salonie. Włączyła telewizor i usadowiła się na kanapie, czekając na gości, by Ci się obudzili. W pewnym momencie jednak, usłyszała swojego synka, jak coś ,,mówi'' a wydawane przez niego dźwięki , przeplatały się z płaczem. Szybko zatem pobiegła do synka i wykonała rutynowe czynności ,rozpoczynające się na zmianie pampersa po karmienie maluszka. Po tych ,,zabiegach'' posadziła swoją perełkę na kanapie, przed telewizorem i włączyła mu bajki, a ten z wielką przyjemnością oglądał. Po niecałym kwadransie do Diany i Feliksa dołączył Kuba,a zaraz po nim- Agata.
-Jak się spało?-zapytała uśmiechnięta Diana.
-A dobrze.-rzekł Kuba.-Ooo widzę,że mój mały Feliks już nie śpi! Chodź do wujka!-podniósł dziecko do góry i zaczął się z nim przekomarzać, jak to Kuba.
-Wojtek poszedł do domu?-zapytała Diana, zauważając jego nieobecność.
-Tak, jak zasnęłaś to powiedział,że on też spada.-odpowiedziała Aga.
-Och, dobra, siadajcie do stołu, a ja włożę te omlety do mikrofali...-powiedziała wesoło Diana.-Chcecie kawę czy herbatę?
-My z Kubusiem, poprosimy kawę.-uśmiechnęła się promiennie blondynka.-A tamtemu też zrób kawę.
-O boże,zapomniałam o nim.-westchnęła.-Idę go obudzić, Aguś, popilnujesz ekspresu ?
-Jasne, idź.-uśmiechnęła się.
Diana pobiegła truchtem do swojej sypialni, w której spał jej były, Marco.,,W sumie dawno nie gadaliśmy, brak mi go.''-myślała, lecz szybko się karciła i wspominała wszystkie krzywdy jakie jej wyrządził. Podeszła do łóżka i ujrzała jego zamknięte oczy. Był taki niewinny. Chciała go przytulić, lecz odpychało ją...bała się.
-Marco! Marco śniadanie...-potrząsała nim lekko.-Obudź się!
-Ooo!-otworzył oczy i się przeciągnął.-Jak mi się dobrze spało...-mruczał.-Dzień dobry.
-Mhm, dzień dobry.-nie umiała powstrzymać lekkiego uśmiechu.-Wstawaj, bo śniadanie jest.
-Dobrze, dziękuje.-uśmiechnął się.-Zasnąłem w ubraniach, więc jestem gotowy.-zachichotał.-Idziemy?-skierował się do drzwi wyjściowych z sypialni.-Coś nie tak?-zapytał, gdy dziewczyna cały czas siedziała nieruchomo na łóżku.
-Musimy pogadać...-szepnęła.-Bo miłość to taki stan, kiedy...nie obchodzą Cie krzywdy wyrządzone przez ukochaną osobę. Chcesz, po prostu chcesz,żeby była przy Tobie. Choć bardzo Cię zraniła i znienawidziłeś ją...to i tak ją kochasz.
-Diana, ja Cię kocham...bardzo...-uklęknął przed nią i chwycił jej dłonie.-Jest mi wstyd...nie wiem dlaczego...nie wiem dlaczego tak wyszło. Dwa lata bez Ciebie to jak... podwójna śmierć...
-Oglądałam Cię w telewizji.-mruknęła spuszczając wzrok.-A tak naprawdę to... zraniłeś mnie. Okropnie zraniłeś. Nie dawałam sobie rady, rozumiesz?! Bez Ciebie...
-Wiem...-szepnął.
-Myślałam,że nigdy mój syn Cię nie pozna. Byłam z siebie dumna! Dumna,że odpuściłam...tak naprawdę nigdy nie odpuściłam swojej miłości. Po prostu Cię znienawidziłam.
-Wiem...
-Tracąc Cię, wiedziałam ,że jeśli odpuszczę czegokolwiek, to umrę. Rozumiesz? Umrę narkomańską śmiercią. Ale za sobą pociągnęłabym Feliego. To przez Ciebie! Nie chciałeś go... bałeś się.
-Wiem...
-Marco! Nic nie wiesz! Nie wiesz co przeżywam! Nic nie wiesz!-zaczęła uderzać w jego klatkę piersiową, roniąc łzy. On patrzył na to i pokornie czekał,aż Diana wyładuje na nim swoją siłę. Po chwili przestała. -Nienawidzę Cię!
-Diana...ja to wszystko wiem. Wiem,że Cię kocham, a ty kochasz mnie. Wiem,że Cię cholernie zraniłem i zachowałem się jak świnia! Wiem,że kocham mojego synka..i...pragnę przebaczenia.
-Marco!-zawyła i przytuliła się do jego silnych ramion.
-Diana!-przytulił ją całą siłą.-Czy dasz nam drugą szansę?-zapytał z nadzieją w głosie.
-Nie...nie teraz...zrozum..-wyszeptała.-Nie teraz.
-Rozumiem.-uśmiechnął się do niej smutno, cały czas przytulając jej ciało.
-------------------------------------------
Helloł ;3
Mam takie coś.
Podoba się ? :>
Cokolwiek zamierzasz zrobić,o czymkolwiek marzysz,zacznij działać. <---------------- Wchodźcie, czytajcie, komentujcie! Bardzo polecam to opowiadanie! Szczególnie dlatego,że jest genialne! Pisane przez świetną bloggerkę. :)
niedziela, 13 października 2013
Rozdział 26.
Po piętnastu minutach czekania Czarnowłosa usłyszała dzwonek do drzwi.
-Wchodźcie!-zawołała. Po chwili usłyszała głosy, swoich najbliższych.Uśmiechnięta weszła do korytarza,aby się przywitać. Ujrzała Kubę, Agatę i Jego...Zamarła.
-Kuba, co on tutaj robi?...-wyszeptała.
-Wybacz,musiałem.-rzekł.
-Jak to musiałeś?!-wrzasnęła,lekko przerażona obecnością osoby,która była dla niej całym światem. Bała się,że mu wybaczy.
-Nie widzisz? Nie radzisz sobie...Feliks potrzebuje ojca!-próbował przetłumaczyć dziewczynie Błaszczykowski.
-Nam jest dobrze, tak jak jest. Wcale nie potrzebuje pomocy.-broniła się.-A Ty wyjdź!-krzyknęła do blondyna,który stał z tyłu ze spuszczoną głową.-Co teraz czujesz skruchę?! A jak nie miałam pieniędzy na mleko dla syna to jakoś nie pamiętałeś ,że w ogóle mnie znałeś.
-Diana..-mruknął Kuba.
-Nie! Marco wyjdź!-wrzasnęła.-Wyjdź!
Blondyn odwrócił się, a przed wyjściem z mieszkania Błaszczykowski szepną mu cicho ''czekaj na schodowej klatce''.
Czarnowłosa spojrzała wściekle na Agatę,a później na Kubę, po czym ruszyła nerwowo do kuchni. Za nią podążył obecny tam Wojtek, na którego dziewczyna zła nie była.Usiadła przy stole i ukryła twarz w dłoniach.
-Dlaczego oni mi to zrobili?-chlipnęła.
-Chcą dla Ciebie jak najlepiej, kochana...-objął ją ramieniem.
-Dlatego przyprowadzili tutaj człowieka,który zniszczył mi życie?!
-Przyprowadzili tutaj człowieka,którego kochasz.-powiedział tuląc ją coraz bardziej.-Spójrzmy prawdzie w oczy.
-Nie...
-Dlaczego zaprzeczasz? Pamiętasz jak się upiłaś na moich urodzinach? Mówiłaś,że kochasz takiego dupka.-uśmiechnął się, chcąc wywołać u niej poprawę humoru.
-Wojtek.-szturchnęła przyjaciela.-Może to prawda...ale nie chce...
-Nie kłam.-zachichotał.-Chcesz go zobaczyć, przytulić...
-Zranił mnie. Nie widzieliśmy się dwa lata. Może zapomnieć o przebaczeniu.
-Ale wpuść go do domu... jest zimno.-uśmiechnął się Kuba, który właśnie wszedł do kuchni.
-Kuba ma racje.-rzekł Szczęsny.-Zawołam go.
-Wojtek!-szarpnęła go za bluzę,gdy ten wstał.
-Tak?
-Nie widzisz? Nie radzisz sobie...Feliks potrzebuje ojca!-próbował przetłumaczyć dziewczynie Błaszczykowski.
-Nam jest dobrze, tak jak jest. Wcale nie potrzebuje pomocy.-broniła się.-A Ty wyjdź!-krzyknęła do blondyna,który stał z tyłu ze spuszczoną głową.-Co teraz czujesz skruchę?! A jak nie miałam pieniędzy na mleko dla syna to jakoś nie pamiętałeś ,że w ogóle mnie znałeś.
-Diana..-mruknął Kuba.
-Nie! Marco wyjdź!-wrzasnęła.-Wyjdź!
Blondyn odwrócił się, a przed wyjściem z mieszkania Błaszczykowski szepną mu cicho ''czekaj na schodowej klatce''.
Czarnowłosa spojrzała wściekle na Agatę,a później na Kubę, po czym ruszyła nerwowo do kuchni. Za nią podążył obecny tam Wojtek, na którego dziewczyna zła nie była.Usiadła przy stole i ukryła twarz w dłoniach.
-Dlaczego oni mi to zrobili?-chlipnęła.
-Chcą dla Ciebie jak najlepiej, kochana...-objął ją ramieniem.
-Dlatego przyprowadzili tutaj człowieka,który zniszczył mi życie?!
-Przyprowadzili tutaj człowieka,którego kochasz.-powiedział tuląc ją coraz bardziej.-Spójrzmy prawdzie w oczy.
-Nie...
-Dlaczego zaprzeczasz? Pamiętasz jak się upiłaś na moich urodzinach? Mówiłaś,że kochasz takiego dupka.-uśmiechnął się, chcąc wywołać u niej poprawę humoru.
-Wojtek.-szturchnęła przyjaciela.-Może to prawda...ale nie chce...
-Nie kłam.-zachichotał.-Chcesz go zobaczyć, przytulić...
-Zranił mnie. Nie widzieliśmy się dwa lata. Może zapomnieć o przebaczeniu.
-Ale wpuść go do domu... jest zimno.-uśmiechnął się Kuba, który właśnie wszedł do kuchni.
-Kuba ma racje.-rzekł Szczęsny.-Zawołam go.
-Wojtek!-szarpnęła go za bluzę,gdy ten wstał.
-Tak?
-Idź z nim do sklepu po jakieś dobre chipsy. Muszę się ogarnąć.-powiedziała spokojnie, lecz oczy nadal miała wściekłe. Wojtek tylko kiwnął głową i wyszedł. Diana poszła do toalety. Nie odezwała się do Kuby, ponieważ sama nie wiedziała co ma o tym myśleć. Nienawidziła Marco, ale w głębi duszy, kochała go i chciała,aby Feliks miał ojca. Obawiała się jednak,iż Reus jest zdolny do tego,że zrani ją jeszcze raz, przez co ta się załamie i zrobi coś głupiego.
-Dianka, przepraszam za to...-odezwała się Agata, stojąc przy łóżeczku Feliksa.
-Przestań Agatka.-uśmiechnęła się do niej.
-Chcieliśmy,abyście się pogodzili...rozumiesz..
-Rozumiem,ale na pewno się nie pogodzimy.-warknęła.-Nienawidzę go.
-Ale Diana...
-O przez to wszystko się nie przywitałyśmy w ogóle.-ucięła temat,po czym przytuliła przyjaciółkę.
-Diana...-szepnęła.
Kobiety chwilę przyglądały się ślicznemu dziecku,które smacznie spało. Agata zrozumiała,że Diana chce powrotu Marco,lecz...nie teraz.
-Kochasz go.
-Nawet jeśli, to nie zapomnę.
-Poczekaj, bo się pogubiłam... Kochasz czy nienawidzisz?
-To jest zbyt trudne!-usiadła bezsilnie na krześle.
-Zdecyduj się.-uśmiechnęła się.
-Mi do śmiechu nie jest!-burknęła.-Zaraz tu przyjdzie facet, który cholernie mnie zranił.
-A Ty nadal go kochasz.
-Popieprzone.
-Jesteśmy!-do kobiet dotarł krzyk Wojtka z korytarza.
-Cholera!- Diana zaklęła pod nosem.
-Spokojnie miśku.-szepnął Kuba, który pojawił się ni stąd ni zowąd.-Nakrzycz na niego, później się nie odzywaj, a potem już z górki.-poklepał dziewczynę pokrzepiająco po plecach.
Wojtek wszedł do salonu a zaraz za nim dreptał Marco ze spuszczoną głową.
-Cześć.-odezwał się cicho.
-Ech...-Diana spojrzała na Kubę,aby dodać sobie odwagi. -Siadaj sobie gdzieś i bądź cicho! Nie mam ochoty na Ciebie patrzeć i nie chcę słuchać!-prychnęła na blondyna.-Jeżeli masz ochotę to się napij zaraz podam obiad.
-Diana...-mruknął.
-Powiedziałam,że nie chce Cię słuchać,tak?-warknęła.
-Mogę go zobaczyć?
-Potrafisz słuchać?!-krzyknęła,lecz zaraz złagodniała.-Możesz...
-Gdzie jest?-spytał cicho.
-Pokój z zielonymi drzwiami.-powiedziała oschle.-Nie próbuj teraz robić z siebie tatusia do rany przyłóż.
-Wiem,że nie zapomnisz tych dwóch lat,ale wybacz mi...
-Żartujesz w tym momencie?!
-Możemy porozmawiać w cztery oczy?-zapytał śmielej.
-Nie mamy o czym.
-Dianka, przepraszam za to...-odezwała się Agata, stojąc przy łóżeczku Feliksa.
-Przestań Agatka.-uśmiechnęła się do niej.
-Chcieliśmy,abyście się pogodzili...rozumiesz..
-Rozumiem,ale na pewno się nie pogodzimy.-warknęła.-Nienawidzę go.
-Ale Diana...
-O przez to wszystko się nie przywitałyśmy w ogóle.-ucięła temat,po czym przytuliła przyjaciółkę.
-Diana...-szepnęła.
Kobiety chwilę przyglądały się ślicznemu dziecku,które smacznie spało. Agata zrozumiała,że Diana chce powrotu Marco,lecz...nie teraz.
-Kochasz go.
-Nawet jeśli, to nie zapomnę.
-Poczekaj, bo się pogubiłam... Kochasz czy nienawidzisz?
-To jest zbyt trudne!-usiadła bezsilnie na krześle.
-Zdecyduj się.-uśmiechnęła się.
-Mi do śmiechu nie jest!-burknęła.-Zaraz tu przyjdzie facet, który cholernie mnie zranił.
-A Ty nadal go kochasz.
-Popieprzone.
-Jesteśmy!-do kobiet dotarł krzyk Wojtka z korytarza.
-Cholera!- Diana zaklęła pod nosem.
-Spokojnie miśku.-szepnął Kuba, który pojawił się ni stąd ni zowąd.-Nakrzycz na niego, później się nie odzywaj, a potem już z górki.-poklepał dziewczynę pokrzepiająco po plecach.
Wojtek wszedł do salonu a zaraz za nim dreptał Marco ze spuszczoną głową.
-Cześć.-odezwał się cicho.
-Ech...-Diana spojrzała na Kubę,aby dodać sobie odwagi. -Siadaj sobie gdzieś i bądź cicho! Nie mam ochoty na Ciebie patrzeć i nie chcę słuchać!-prychnęła na blondyna.-Jeżeli masz ochotę to się napij zaraz podam obiad.
-Diana...-mruknął.
-Powiedziałam,że nie chce Cię słuchać,tak?-warknęła.
-Mogę go zobaczyć?
-Potrafisz słuchać?!-krzyknęła,lecz zaraz złagodniała.-Możesz...
-Gdzie jest?-spytał cicho.
-Pokój z zielonymi drzwiami.-powiedziała oschle.-Nie próbuj teraz robić z siebie tatusia do rany przyłóż.
-Wiem,że nie zapomnisz tych dwóch lat,ale wybacz mi...
-Żartujesz w tym momencie?!
-Możemy porozmawiać w cztery oczy?-zapytał śmielej.
-Nie mamy o czym.
-Macie razem syna.-odezwał się Kuba.
-Nie wtrącaj się!-krzyknęła.-Marco, idź do mojego syna.
-Naszego.-poprawił ją Reus.
-Przepraszam ,że co?!-krzyknęła.-Jak w ogóle śmiesz?
-Diana, spokojnie...A Ty idź do Feliksa.
Dziewczyna naprawdę wyszła z siebie, słuchając tych wszystkich idiotycznych argumentów swojego byłego partnera. Według zaleceń Kuby, nie odzywała się do niego przez resztę dnia. W sumie nie musiała, bo ten cały czas był przy synu.
Noc nie była owocna dla Diany. Przepłakała ją. Ciałem i duszą.
--------------------------------------
Kiepskie ;c Ale trudno! :D
Podoba się? ;)
Pozdrawiam, Izaa!
-Nie wtrącaj się!-krzyknęła.-Marco, idź do mojego syna.
-Naszego.-poprawił ją Reus.
-Przepraszam ,że co?!-krzyknęła.-Jak w ogóle śmiesz?
-Diana, spokojnie...A Ty idź do Feliksa.
Dziewczyna naprawdę wyszła z siebie, słuchając tych wszystkich idiotycznych argumentów swojego byłego partnera. Według zaleceń Kuby, nie odzywała się do niego przez resztę dnia. W sumie nie musiała, bo ten cały czas był przy synu.
Noc nie była owocna dla Diany. Przepłakała ją. Ciałem i duszą.
--------------------------------------
Kiepskie ;c Ale trudno! :D
Podoba się? ;)
Pozdrawiam, Izaa!
piątek, 11 października 2013
Część 2, Rozdział 25.
~2 lata później. (mimo, że akcja będzie się działa jakoś 2 lata później to i tak czujmy/cie ,że to teraźniejszość tzn-Marco,Kuba i inni w Borussi i ogólnie bez zmian. Chodzi mi tylko o czas ;) )
Minęło kilka lat, dla Diany to chwila. Dokładnie dwa lata z dala od ukochanego mężczyzny,z którym ma dziecko.Pomimo jej nałogu i osłabionego przez narkotyki organizmu dziecko urodziło się zdrowe. Czternastomiesięczny Feliks nigdy nie widział swojego ojca,a ten prawdopodobnie nie wiedział o jego istnieniu. Chłopiec był bardzo podobny do ojca. Miał identyczne błyszczące oczka oraz bardzo podobny uśmieszek. Diana często przyglądając się synkowi, roniła łzę tęsknoty.
Czarnowłosa od wyprowadzki z Dortmundu na dobre zamieszkała w Londynie. Jest tam pod stałą kontrolą Wojtka Szczęsnego,przyjaciela Kuby. Szczęsny w zasadzie nie wiedział nic o Dianie. Nic poza tym,że była w związku z Reus'em i ma z nim dziecko. Bramkarz Arsenalu, nie miał pojęcia o jej przeszłości.
Dzisiejszy dzień, jak co dzień Diana zaczęła od odprowadzenia Feliksa do żłobka. Następnie młoda matka, musiała stawić się w miejscu pracy. Pracowała w banku. Nie było to jakieś wysokie stanowisko,ale wypłata idealnie wystarczała na żłobek, rachunki i życie. Opcja była całkiem komfortowa, ponieważ jej zmiana kończyła się o 13, a to była odpowiednia pora do odebrania synka z placówki.
Około 12 do Diany zadzwonił telefon. Nudziła się,więc ochoczo odebrała komórkę.
-Słucham ?
-Cześć Diana, tutaj Wojtek.-usłyszała miły głos.
-No cześć, co tam Wojtuś?
-Nudy, ale muszę Cię poinformować,że Kuba przyjeżdża!
-O popatrz,mi nic nie powiedział...
-Miał dzwonić.-powiedział.-Ale słuchaj...musisz wziąć wolne, bo zostaną na dłużej, wiesz o co chodzi... teraz jest przerwa w lidze.
-Masz racje, powinnam wziąć kilka dni wolnego.-przyznała.-Wiesz może kiedy dokładnie wpadają?
-Mają samolot o 18.
-Cooo? Ach, tak to Kuba...po nim można się wszystkiego spodziewać,a szczególnie czegoś takiego.-zachichotała.
-Dokładnie.-mruknął.
-Wojtek...
-Tak?
-Mówił coś o nim?
-Nie.-uciął.-Wychodzisz już z banku?-zmienił temat.-Jakby coś to podjadę po Ciebie.
-Tak, tak...wychodzę. Możesz podjechać.
-Okej, to pa.
Zaraz po rozmowie ze Szczęsnym, Diana pobiegła do swojego przełożonego z prośbą o kilka wolnych dni.
Jej szefem był młody biznesmen, prawdopodobnie kawaler. Był przystojny i dobrze zbudowany, dobrze zarabiał, więc można by rzec,że był ideałem. Dianę odpychało jednak jego zachowanie.
-Dzień Dobry, Bob.-ukłoniła się.
-Cześć Ana.-uśmiechnął się.-O co chodzi?
-Wciąż nie mogę się przyzwyczaić,że mówisz do mnie Ana.-zachichotała.-Ale nie o tym. Chciałabym Cię prosić o kilka dni wolnego.
- Oj Ana. No dobrze, dostaniesz wolne. Od jutra?
-Tak, proszę.
-Nie ma sprawy, Ana. Naprawdę Cię podziwiam...
-Dlaczego?-zaśmiała się.
-Masz malutkie dziecko, pracujesz...
-Da się przyzwyczaić, nie ma w tym nic nadzwyczajnego,Bob.-powiedziała.
-Hehe, no dobrze Ana. Więc widzimy się za tydzień?
-Tydzień?! Dziękuje!-podskoczyła.-A teraz wybacz, lecę po Feliego!-uśmiechnęła się promiennie.
-Cześć!-rzucił,gdy dziewczyna prędko zmierzała w stronę drzwi.
Diana radośnie wybiegła z banku. Na parkingu dostrzegła Wojtka,który opierał się o samochód. Widziała jego szeroki uśmiech,więc sama mimowolnie uniosła kąciki ust do góry.
-Witaj.-przywitał się.
-Hej.-odpowiedziała.-Jak tam, kolejny nudny dzień spędzony w domu?
-A dziękuje, dobrze. Czczę tych ludzi,którzy wynaleźli Playstation.-zachichotał.- A jak w pracy?
-Nudno,ale dzięki,że zadzwoniłeś.
-Oj, nie ma za co. To jak jedziemy?-zapytał.
-Jasne.
Wojtek, na początku podjechał pod żłobek. Diana szybciutko pobiegła po swojego ukochanego synka. Szczęsny wyczekał się trochę w samochodzie aczkolwiek było warto,gdyż Diana wróciła z ukochanym Feliksem. Wojtek był wujkiem tego szkraba, ale często zachowywał się jak jego ojciec.
-Ooo mój maluszek ukochany! Wuja Wojtuś Cię utuli!-wziął małego na ręce.-Ooo jaki przystojniak, zupełnie jak ja!
-Wojtek, ale to nie jest Twój synek.-zaśmiała się.-No ale wujaszka ma świetnego.-uśmiechnęła się promiennie.
-Ech, spłyciłaś mój entuzjazm...-mruknął ironicznie.-Co do wujka to się zgadzam.
Przyjaciele pojechali do mieszkania Diany. Okazało się,że lodówka jest pusta,więc zaraz po nakarmieniu Feliksa jedynym obecnym pokarmem-kaszkami dla dzieci, Wojtek,Diana i Feli pojechali na zakupy do pobliskiego supermarketu. Przy okazji zadzwonili do Kuby, z zapytaniem na jakim etapie podróży jest wraz z Agatą. Okazało się,że już nie długo będą lądować. Diana po przyjeździe do domu ugotowała obiad, czyli kaczkę w miodzie wg przepisu babci Wojtka. Feliks smacznie spał.
-Wojtek, wyjedź proszę po Kubę i Agę na lotnisko, bo wysłali mi eskę,że już są.-poprosiła Szczęsnego, robiąc swój znany trik z uśmieszkiem.
-Ależ oczywiście żonko.-zachichotał.
-Super, mężu!
Bramkarz pojechał, a Diana czuła,że coś jeszcze się wydarzy. Coś dziwnego. To dziwne uczucie ją paraliżowało.
Po piętnastu minutach czekania Czarnowłosa usłyszała dzwonek do drzwi.
-Wchodźcie!-zawołała. Po chwili usłyszała głosy, swoich najbliższych.Uśmiechnięta weszła do korytarza,aby się przywitać. Ujrzała Kubę, Agatę i Jego...Zamarła.
-Kuba, co on tutaj robi?...-wyszeptała.
-Wybacz,musiałem.-rzekł.
___________________________________________
Helloł ;)
No więc jestem. Bez depresji, doła i przygnębienia. CHYBA!
Przepraszam,że nie komentuje i ogólnie,ale odcięłam się od tego świata.
Postaram się nie zawieść.
Czytajcie! :)
Pozdrawiam!
Minęło kilka lat, dla Diany to chwila. Dokładnie dwa lata z dala od ukochanego mężczyzny,z którym ma dziecko.Pomimo jej nałogu i osłabionego przez narkotyki organizmu dziecko urodziło się zdrowe. Czternastomiesięczny Feliks nigdy nie widział swojego ojca,a ten prawdopodobnie nie wiedział o jego istnieniu. Chłopiec był bardzo podobny do ojca. Miał identyczne błyszczące oczka oraz bardzo podobny uśmieszek. Diana często przyglądając się synkowi, roniła łzę tęsknoty.
Czarnowłosa od wyprowadzki z Dortmundu na dobre zamieszkała w Londynie. Jest tam pod stałą kontrolą Wojtka Szczęsnego,przyjaciela Kuby. Szczęsny w zasadzie nie wiedział nic o Dianie. Nic poza tym,że była w związku z Reus'em i ma z nim dziecko. Bramkarz Arsenalu, nie miał pojęcia o jej przeszłości.
Dzisiejszy dzień, jak co dzień Diana zaczęła od odprowadzenia Feliksa do żłobka. Następnie młoda matka, musiała stawić się w miejscu pracy. Pracowała w banku. Nie było to jakieś wysokie stanowisko,ale wypłata idealnie wystarczała na żłobek, rachunki i życie. Opcja była całkiem komfortowa, ponieważ jej zmiana kończyła się o 13, a to była odpowiednia pora do odebrania synka z placówki.
Około 12 do Diany zadzwonił telefon. Nudziła się,więc ochoczo odebrała komórkę.
-Słucham ?
-Cześć Diana, tutaj Wojtek.-usłyszała miły głos.
-No cześć, co tam Wojtuś?
-Nudy, ale muszę Cię poinformować,że Kuba przyjeżdża!
-O popatrz,mi nic nie powiedział...
-Miał dzwonić.-powiedział.-Ale słuchaj...musisz wziąć wolne, bo zostaną na dłużej, wiesz o co chodzi... teraz jest przerwa w lidze.
-Masz racje, powinnam wziąć kilka dni wolnego.-przyznała.-Wiesz może kiedy dokładnie wpadają?
-Mają samolot o 18.
-Cooo? Ach, tak to Kuba...po nim można się wszystkiego spodziewać,a szczególnie czegoś takiego.-zachichotała.
-Dokładnie.-mruknął.
-Wojtek...
-Tak?
-Mówił coś o nim?
-Nie.-uciął.-Wychodzisz już z banku?-zmienił temat.-Jakby coś to podjadę po Ciebie.
-Tak, tak...wychodzę. Możesz podjechać.
-Okej, to pa.
Zaraz po rozmowie ze Szczęsnym, Diana pobiegła do swojego przełożonego z prośbą o kilka wolnych dni.
Jej szefem był młody biznesmen, prawdopodobnie kawaler. Był przystojny i dobrze zbudowany, dobrze zarabiał, więc można by rzec,że był ideałem. Dianę odpychało jednak jego zachowanie.
-Dzień Dobry, Bob.-ukłoniła się.
-Cześć Ana.-uśmiechnął się.-O co chodzi?
-Wciąż nie mogę się przyzwyczaić,że mówisz do mnie Ana.-zachichotała.-Ale nie o tym. Chciałabym Cię prosić o kilka dni wolnego.
- Oj Ana. No dobrze, dostaniesz wolne. Od jutra?
-Tak, proszę.
-Nie ma sprawy, Ana. Naprawdę Cię podziwiam...
-Dlaczego?-zaśmiała się.
-Masz malutkie dziecko, pracujesz...
-Da się przyzwyczaić, nie ma w tym nic nadzwyczajnego,Bob.-powiedziała.
-Hehe, no dobrze Ana. Więc widzimy się za tydzień?
-Tydzień?! Dziękuje!-podskoczyła.-A teraz wybacz, lecę po Feliego!-uśmiechnęła się promiennie.
-Cześć!-rzucił,gdy dziewczyna prędko zmierzała w stronę drzwi.
Diana radośnie wybiegła z banku. Na parkingu dostrzegła Wojtka,który opierał się o samochód. Widziała jego szeroki uśmiech,więc sama mimowolnie uniosła kąciki ust do góry.
-Witaj.-przywitał się.
-Hej.-odpowiedziała.-Jak tam, kolejny nudny dzień spędzony w domu?
-A dziękuje, dobrze. Czczę tych ludzi,którzy wynaleźli Playstation.-zachichotał.- A jak w pracy?
-Nudno,ale dzięki,że zadzwoniłeś.
-Oj, nie ma za co. To jak jedziemy?-zapytał.
-Jasne.
Wojtek, na początku podjechał pod żłobek. Diana szybciutko pobiegła po swojego ukochanego synka. Szczęsny wyczekał się trochę w samochodzie aczkolwiek było warto,gdyż Diana wróciła z ukochanym Feliksem. Wojtek był wujkiem tego szkraba, ale często zachowywał się jak jego ojciec.
-Ooo mój maluszek ukochany! Wuja Wojtuś Cię utuli!-wziął małego na ręce.-Ooo jaki przystojniak, zupełnie jak ja!
-Wojtek, ale to nie jest Twój synek.-zaśmiała się.-No ale wujaszka ma świetnego.-uśmiechnęła się promiennie.
-Ech, spłyciłaś mój entuzjazm...-mruknął ironicznie.-Co do wujka to się zgadzam.
Przyjaciele pojechali do mieszkania Diany. Okazało się,że lodówka jest pusta,więc zaraz po nakarmieniu Feliksa jedynym obecnym pokarmem-kaszkami dla dzieci, Wojtek,Diana i Feli pojechali na zakupy do pobliskiego supermarketu. Przy okazji zadzwonili do Kuby, z zapytaniem na jakim etapie podróży jest wraz z Agatą. Okazało się,że już nie długo będą lądować. Diana po przyjeździe do domu ugotowała obiad, czyli kaczkę w miodzie wg przepisu babci Wojtka. Feliks smacznie spał.
-Wojtek, wyjedź proszę po Kubę i Agę na lotnisko, bo wysłali mi eskę,że już są.-poprosiła Szczęsnego, robiąc swój znany trik z uśmieszkiem.
-Ależ oczywiście żonko.-zachichotał.
-Super, mężu!
Bramkarz pojechał, a Diana czuła,że coś jeszcze się wydarzy. Coś dziwnego. To dziwne uczucie ją paraliżowało.
Po piętnastu minutach czekania Czarnowłosa usłyszała dzwonek do drzwi.
-Wchodźcie!-zawołała. Po chwili usłyszała głosy, swoich najbliższych.Uśmiechnięta weszła do korytarza,aby się przywitać. Ujrzała Kubę, Agatę i Jego...Zamarła.
-Kuba, co on tutaj robi?...-wyszeptała.
-Wybacz,musiałem.-rzekł.
___________________________________________
Helloł ;)
No więc jestem. Bez depresji, doła i przygnębienia. CHYBA!
Przepraszam,że nie komentuje i ogólnie,ale odcięłam się od tego świata.
Postaram się nie zawieść.
Czytajcie! :)
Pozdrawiam!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
